Czasami chciałoby się uświadomić szanownym gościom odwiedzającym galerię handlową, że nie jestem od nich gorsza i mogliby już przestać patrzeć na mnie, jakbym zabiła im całą rodzinę. I wziąć ulotkę. I nie rozmawiać ze mną. I odejść najszybciej jak się da.
Do rozdawania ulotek skłoniło mnie to, co skłoniło wszystkich ludzi przede mną. Pieniądze. Po przeprowadzce na studia dość szybko zaczęłam szukać pracy... i byłoby dobrze, gdybym równie szybko ją znalazła. Jednak desperackie próby nie przynosiły zbyt spektakularnych efektów. Standardowe: "Zadzwonimy do Pani". Sukcesem było, gdy po dwóch tygodniach od rozmowy raczyli mi napisać, że jednak przyjęli kogoś innego. Dzięki, doceniam. Kiedy więc w końcu ktoś się do mnie odezwał - byłam zachwycona i wzięłam to, co się nawinęło. Padło na ulotki. Od tego czasu spotkałam na swojej drodze kilku... ciekawych osobników. Łatwo da się ich podzielić na grupy i kategorie.
- Typ 1 - Żebrak; To właśnie ten człowiek weźmie od Ciebie kilka ulotek. Najlepiej cały plik. "Jeszcze jedną dla kolegi", "Mogę 3?", "Pani da więcej, to będzie pani lżej". Nie, nie będzie mi. Nieważne, czy to chęć pomocy, czy nadzwyczajny apetyt... To irytujące i zupełnie mi nie pomaga. To, że weźmiesz ode mnie więcej ulotek, nie sprawi, że wrócę wcześniej do domu. Co najwyżej szybciej będę musiała iść po kolejne. I kolejne. I kolejne. Płacą mi za godzinę, więc nie - nie zapłacą mi więcej i nie - nie będę miała lżej.
- Typ 2 - Wszystkie dzieci nasze są... ale jeśli chodzi o te, to lepiej, żeby nie były nasze. Te małe, urocze szkraby często potrafią poniżyć mnie bardziej niż niejeden dorosły. Machnięcie ręką, "groźne" wykrzyczenie "Nie chcę!" lub przenikliwy wzrok małej Dżesiki tudzież Brajanka zabijający mnie już z kilku metrów to tylko wierzchołek góry lodowej. Ostatnio osobnik, lat na oko pięć, podszedł do mnie uśmiechnięty i wyciągnął rękę po ulotkę. Dałam mu ją. Dziecko uważnie przestudiowało fascynującą ofertę fast foodu i... odłożyło ją prosto w moje ręce. Oczywiście przy aprobacie śmiejącego się z pociechy rodzica, który, a jakże, ulotki już nie wziął.
- Typ 3 - Niezdecydowany; Okazuje się jednak, że nie tylko dzieci zmieniają zdanie z prędkością światła. Typ trzeci to osoba zdecydowanie najgorsza Podejdzie do mnie taki jegomość, wyciągnie rękę po kupony i stanie obok, studiując kolorowe obrazki z promocyjnymi cenami. Dziwne, że to nie wykracza poza jego IQ. Mija kilka sekund. Pół minuty. Minuta. Już sam fakt, że ktoś przy Tobie sterczy jest irytujący, ale pójdźmy o krok dalej. Szanowny osobnik numer 3 w pewnej chwili doznaje olśnienia: "Jednak tego nie chcę..." mówi, próbując oddać mi ulotkę. Ręki nie cofnie. Dla świętego spokoju nawet nie protestuję. Do tej kategorii zaliczam także osoby, które przechodząc koło mnie "dyskretnie" zwalniają, patrzą mi przez ramię i (w końcu szare komórki zaskakują) stawiają kluczowe pytanie: "A co to takiego?" A nie widać? Widać. A jak nie widać, to do okulisty. Oczywiście nie mogę zapomnieć o moim ulubionym przypadku specjalnym, a mianowicie tym człowieku, który stanowczo odmawia, lub nawet nie zauważa mojego istnienia, po czym wraca się kilka metrów z szerokim uśmiechem na ustach i słowami "Jednak wezmę" (lub gorzej: "Jednak daj"). Teraz to sobie możesz. Trzeba było się decydować szybciej.
- Typ 4 - Śmieszek; Zwykle niegroźny, ale niezwykle uciążliwy. Do odblokowania tego poziomu wymagana jest druga ulotka zdobyta wcześniej w innym miejscu. Cały trik polega na tym, aby podchodząc do mnie, wyciągnąć rękę z ulotką i propozycją "wymiany". Haha... Żartuję, ostatni raz uśmiałam się tak na środowym wykładzie o 10 rano (czyli dla niewtajemniczonych - wcale się nie śmiałam). To nie było zabawne nawet za pierwszym razem, a co dopiero za setnym. Dlatego następnym razem, kiedy najdzie Cię ochota na handel wymienny to lepiej się zastanów, bo prawdopodobnie tego samego dnia zdążyło już zrobić to przed Tobą pięć innych osób (a przy lepszych wiatrach nawet dziesięć).
- Typ 5 - Izabela Łęcka; Niech Was nie zmyli płeć żeńska - naszą "Izką" może być zarówno kobieta jak i mężczyzna. Ten typ nigdy nie skalał swoich pięknych rąk pracą i brzydzi się jej tak samo jak bohaterka "Lalki" brzydziła się czerwonych dłoni Stanisława Wokulskiego. Nieważne, czy to elegancko ubrana bizneswoman, rozpieszczony gimnazjalista czy student prawa, którego rodzice płacą za jego studia, by ten mógł się bawić... ekhm, to znaczy uczyć. Efekt jest taki sam - pogardliwy wzrok w moją stronę. Jak śmiem tak bezczelnie stać przy schodach galerii w biały dzień i uczciwie zarabiać na swoje utrzymanie? W legalny sposób? Rozdając ulotki? Zamiast brać pieniądze na swoje zachcianki od rodziców? Podsumuję to słowami jednej z "Izabel Łęckich", które do tej pory spotkałam - "A po co komu te śmieci?"
Wydaje mi się, że powyższe pięć punktów to najbardziej ogólna, a jednocześnie dosyć specyficzna, charakterystyka mojej pracy. Powinnam zacząć liczyć, który z nich przewija się w ciągu dnia najczęściej i zrobić jakieś statystyki, albo może obstawiać zakłady... Do tych wszystkich typów należałoby dodać jeszcze jeden, czyli - "Typ 6 - Amant", ale oni i ich błyskotliwe teksty, którymi próbowali zacząć rozmowę, to zdecydowanie temat na osobny post...

Comments
Post a Comment